advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Polacy zachłysnęli się true crime? Ten gatunek budzi opory moralne

10 min. czytania
05.12.2025 08:35
Zareaguj Reakcja

True crime to dziedzina, która święci trumfy zarówno w Polsce, jak i na świecie. Nasi rodacy wręcz zachłysnęli się książkami, programi czy podcastami o prawdziwych zbrodniach. Niestety, im dłużej to trwa, tym więcej kontrowersji i wątpliwości. Gdzie leży granica, po której zaczynamy kwestionować moralne aspekty?

Czy twórcy true crime posuwają się za daleko?
Czy twórcy true crime posuwają się za daleko?
fot. Freepik
  • True crime nie tylko fascynuje, ale też wzbudza wiele kontrowersji.
  • Krytykowane za nieetyczne działania są m.in. wycieczki śladami zbrodni czy podcasty. 
  • Kontrowersje dotyczą nie tyle legalności, ile moralnych aspektów tego typu przedsięwzięć.  

True crime - jeśli wierzyć definicji z Wikipedii, pod pojęciem tym kryje się gatunek literatury faktu, poświęcony oczywiście analizie przestępstw. Znajdziemy tu zarówno dzieła dotyczące stricte seryjnych morderców, jak i choćby znanych przypadków porwań czy przemocy domowej. Z czasem jednak w powszechnym mniemaniu true crime rozszerzyło się o m.in. podcasty czy seriale dokumentalne. 

Koszulka z podobizną seryjnego mordercy

Kontrowersje odnośnie do true crime są prawdopodobnie tak stare, jak sam ten gatunek. Już w 2019 roku pisała o nich choćby Kelly-Leigh Cooper z BBC. Cooper zresztą sama deklarowała, że jest ogromną fanką filmów dokumentalnych o prawdziwych zbrodniach.

Nie stało to jednocześnie w sprzeczności z dostrzeganiem rosnących wątpliwości, czy nie mamy do czynienia z gloryfikacją sprawców okrucieństw lub - wybiórczym traktowaniem dowodów. 

Jako przykład działań wątpliwych moralnie Kelly-Leigh Cooper przytoczyła m.in. organizowanie wycieczek śladami zbrodni Jeffreya Dahmera, zwanego nie bez powodu "kanibalem (lub potworem) z Milwaukee".

Jak przytacza dziennikarka BBC, inicjatywa spotkała się z protestami rodzin ofiar Dahmera, które uważały, że jest o wiele, wiele za wcześnie na podobną inicjatywę. Szczególnie że zbrodnie na ukochanych synach, braciach, wnukach i przyjaciołach pozostają żywe w ich pamięci. 

Redakcja poleca

Twórca wspomnianej wycieczki bronił się, przekonując, że ma ona przede wszystkim walory edukacyjne. W końcu poruszał temat m.in. czynników z dzieciństwa Dahmera, które stanowiły podwaliny do jego przyszłych zbrodni.

Z drugiej strony jednak, zauważyła dziennikarka BBC, zarabiał na... koszulkach nawiązujących do postaci "kanibala z Milwaukee", jak gdyby chodziło o bohatera seryjnego slashera z lat 80. 

Bob twierdzi, że wycieczka ma wartość historyczną i edukacyjną, ale zauważyłem, że w jego barze można też kupić koszulki, co wydaje się z tym sprzeczne. Odrzuca twierdzenie, że są one zapalające i twierdzi, że zaczęto je produkować wyłącznie ze względu na niespotykane dotąd zapotrzebowanie ze strony klientów - zauważyła Kelly-Leigh Cooper (BBC). 

Oglądaj

"Ulubione morderstwo"? 

Jakiś czas temu było głośno o kontrowersjach dotyczących polskich podcastów true crime. Jedną z osób, które poświęciły czas zgłębianiu tego zagadnienia, była Marta Glanc. Autorka artykułu "Dziennikarze śledczy: podcasterzy kradną naszą pracę. Będą pierwsze pozwy" oddała w tekście głos m.in. Izie Michalewicz, autorce reportaży o prawdziwych zbrodniach.

Michalewicz czuła się poszkodowana przez konkretnych twórców treści online, zdaniem pisarki dopuszczających się żerowania na jej pracy zawodowej. 

Napisanie samego tego reportażu to było dziewięć miesięcy mojej pracy, w tym wiele godzin spędzonych w czytelni sądowej nad aktami. Z kolei dwa tygodnie zajęło mi spisanie podcastu tej osoby, aby udowodnić jej, że korzystała z mojego reportażu. Miejscami po prostu go kopiowała, zmieniając na poziomie słowa, całymi fragmentami – mówiła Iza Michalewicz w rozmowie z Martą Glanc o jednej z popularnych podcasterek. 
Redakcja poleca

Jednak to nie jedyna kontrowersja, jaka wiąże się z tego typu medium. Weźmy na tapet choćby jeden z zagranicznych słuchowisk - "My Favorite Murder". Już sama jego koncepcja może wzbudzać zaskoczenie. Jest to bowiem komediowy podcast true crime, prowadzony zresztą przez dwie komiczki - Karen Kilgariff i Georgię Hardstark.

Cieszy się on zresztą gigantyczną popularnością - 27 kwietnia 2018 r. osiągnął 3. miejsce na iTunes Podcast - a w 2026 roku będzie świętować dziesięciolecie istnienia. 

Sam fakt opowiadania o zbrodniach w komediowym, lekkim tonie może już budzić co najmniej lekki niesmak. W końcu mowa o prawdziwych wydarzeniach, których ofiary, a także ich bliscy, doświadczali oraz doświadczają niewyobrażalnych cierpień.

Koncepcja łączenia "przyjemnego z pożytecznym" w przypadkach, gdy chodzi o relacjonowanie różnych form przemocy, jest tutaj więc wyraźnym zaburzeniem zasad decorum w najlepszym wypadku, a w najgorszym - żerowaniem na ludzkich tragediach.

Nie jest to zresztą jedyny zarzut, który słuchacze mają wobec "My Favorite Murder". Jak opisywała m.in. Rachel Ulatowski w serwisie TheMarySue.com ("The Queens of True Crime Have Many Controversies Under Their Belts"), kontrowersje dotyczą m.in. sloganu podcastu, tj.: "Bądź seksowna i nie daj się zamordować".

W przekonaniu wielu osób bowiem takie słowa są obraźliwe dla ofiar, niosąc sugestię, że mogły w określony sposób zatrzymać własną śmierć. 

Konwenty true crime - idziemy już za daleko?

Jednak kontrowersje dotyczą nie tylko wycieczek czy podcastów true crime. Wątpliwości obejmują również konwenty o takiej tematyce, w tym - te odbywające się w Polsce. Na wątpliwości moralne odnośnie do jednego z takich wydarzeń - dokładniej: wrocławskie "Kryminalne Miasto" - zwróciła uwagę polska tiktokerka @yorubatt0.

W swoim materiale zauważyła m.in., że coraz częściej materiały dotyczące prawdziwych przesadnie epatują brutalnością, byle przyciągnąć możliwie największą uwagę oraz zebrać "lajki". 

Tak, powstał konwent o tematyce morderstw i tragedii prawdziwych ludzi. Brzmi jak coś, co nie powinno istnieć, prawda? Jednak true crime to coraz częściej gatunek rozrywki. Podcasty, filmy, tiktoki opowiadające straszne historie. Na TikToku ludzie prześcigają się z coraz bardziej brutalnymi początkami filmików, żeby zyskać jak najwięcej wyświetleń, a na YouTube obok brutalnej historii znajdziecie reklamę nowego produktu. 

Dodatkowo @yorubatt0 zwraca uwagę, że coraz częściej zapominamy, że historie opowiadane w podcastach czy materiałach w innej formie nadal dotyczą prawdziwych zdarzeń. Niepokojącymi zjawiskami są też estetyzacja przemocy i romantyzowanie postaci seryjnych morderców.

Tiktokerka oskarżyła konwent "Kryminalne Miasto" o "normalizowanie" ludzkich dramatów. Nie kryła także współczucia wobec rodzin ofiar przestępstw, które są zmuszone patrzeć, jak na kanwie ich traum są tworzone ciekawe opowiastki. 

Ale często zapominamy, że za tymi tragediami stoją prawdziwi ludzie. Ofiary i ich rodziny, które wciąż żyją. Dla nich to nie kontent, to trauma, którą ktoś przerabia na lajki i merch. Do tego dochodzi cała estetyzacja przemocy [...], romantyzowanie seryjnych morderców. [...] Konwent, który się tym reklamuje, normalizuje cudzą śmierć jako atrakcję. 

Edukacja czy szkodzenie psychice na własne życzenie?

Jednocześnie @yorubatt0 zwróciła w swoim materiale uwagę na jeszcze jeden negatywny aspekt true crime. Mianowicie - impakt, jaki regularny kontakt z tego typu treściami ma na ludzką psychikę. Zdecydowałam się więc zapoznać z polecaną przez tiktokerkę artykułem naukowym dotyczącym wspomnianego zagadnienia.

Chodzi o "How True Crime can Impact your Mental Health" (Jak true crime może wpływać na twoje zdrowie psychiczne), zamieszczony w serwisie medycznym Newsroom.clevelandclinic.org.

Jednym z ekspertów, którzy wypowiadają się w artykule, była doktor Chivonna Childs. Psycholożka z Cleveland Clinic zauważyła, że regularny kontakt z treściami true crime może nasilić nasz lęk.

Z jednej strony dowiadujemy się bowiem, na jakie "czerwone flagi" zwrócić uwagę, by nie znaleźć się w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia. Z drugiej - często stajemy się wręcz nadmiernie czujni, od czego już krótka droga do wpędzenia się w paranoję

Może to nasilić nasz lęk, ponieważ stajemy się nadmiernie czujni. Zawsze szukamy złej osoby. Każdy biały van staje się furgonetką zabójcy lub mordercy - wyliczała Chivonna Childs na łamach artykułu. 
Redakcja poleca

Według dr Childs nasza paranoja może nasilić się do tego stopnia, że zaczniemy bać się wychodzenia z domu. Przytoczyła przykład osoby, która pod wpływem kontaktu z treściami true crime tak bardzo zaczęła obawiać się napaści, że trzykrotnie wstawała w nocy, by sprawdzić zamki w drzwiach. 

Jeśli jesteś nadmiernie czujny, twój niepokój się nasilił, boisz się wyjść z domu i myślisz bardziej o prawdziwych zbrodniach niż o czymkolwiek innym - czas zrobić sobie przerwę - podsumowała dr Childs. 

Z "polskiego podwórka" temat szkodliwego wpływu treści true crime na ludzką psychikę poruszyła między innymi Katarzyna Babis. Popularna influencerka zamieściła na YouTube materiał, gdzie omawiała przykłady osób, które wpadły we wspomnianą przez dr Childs paranoję. Zwróciła też uwagę, że takie sytuacje częściej przydarzają się kobietom, ponieważ to panie są głównymi odbiorczyniami tego typu treści. 

Chcę porozmawiać o tym, co popularność tego typu kontentu robi nam - głównie kobietom, bo jesteśmy głównie my odbiorczyniami [...] - sieczkę w głowie. I mam kilka przykładów na to. [...] Fakt, że wchodzą nam pewne schematy myślenia, rozpoznajemy popularne tropy z gatunku i potem zaczynamy rozpoznawać te wzorce w sytuacjach, które są trochę bardziej zniuansowane. I zaczynamy je aplikować w ten sposób - tłumaczyła widzom w filmie, który znajdziecie poniżej. 

Oglądaj

Korzyści przewyższają straty? 

Z drugiej jednak strony, czy istnieje szansa, że kontakt z treściami true crime niesie za sobą więcej korzyści niż strat? Nad tym zagadnieniem pochyliła się między innymi Deann Gayman. Jak wyliczała na łamach serwisu News.unl.edu, podobne działania przyczyniają się do nagłaśniania często zapomnianych albo zaniedbanych spraw. W efekcie niejednokrotnie dochodzi do pojawienia się presji społecznej na policję i prokuraturę, żeby podjęła nowe działania w kierunku wyjaśnienia okoliczności różnych dramatów.

Treści true crime, o ile są przygotowane w sposób rzetelny, przyczyniają się także do wzrostu świadomości odnośnie do działania policji czy wymiaru sprawiedliwości. Są to informacje tym cenniejsze, że w powszechnej świadomości wciąż istnieje wiele szkodliwych stereotypów co do działania różnych publicznych instytucji.

Na przykład - pokutuje błędne przekonanie, że w Polsce ze zgłoszeniem zaginięcia należy czekać 24 albo 48 godzin. Co oczywiście - jest bzdurą, a ślepa wiara w tę zasadę może nawet doprowadzić do tragedii.

Sprawy zaginionych osób i niewyjaśnione sprawy są w dłuższej perspektywie bardziej zależne od mediów, dlatego też media wywierają na nich bardziej pozytywne wrażenie, ponieważ zależy im na tym, aby nazwisko ich bliskich było znane - mówiła Kelli Boling, badaczka z Uniwersytetu Nebraska–Lincoln (News.unl.edu).
Redakcja poleca

Ciemna strona algorytmów 

Z drugiej jednak strony istnieje spore ryzyko, że osoba, która zacznie swoją przygodę z true crime od rzetelnych źródeł, z czasem trafi na te przygotowywane z naciskiem na sensacyjną stronę i przyciąganie klików.

Winą za taki stan rzeczy zacytowana wyżej badaczka obarcza... algorytmy. Nie jest bowiem tajemnicą, że jeśli spodoba nam się określony rodzaj treści, serwisy - w rodzaju YouTube czy TikToka - zaczną nam proponować inne treści tego typu. Treści, które nie zawsze są przygotowane w sposób niebudzący wątpliwości co do rzetelności czy uszanowania aspektów moralnych.

To nie jest jakaś drobna różnica, to różnica na miarę Wielkiego Kanionu. A przeciętny konsument nie wie, że jeden program, jeden podcast czy jeden dokument został wyprodukowany etycznie, a drugi nie. Możesz obejrzeć dokument wyprodukowany etycznie, a potem algorytm zasugeruje inny, który jest sensacyjny lub całkowicie nieprawdziwy - podkreśliła Kelli Boling (News.unl.edu). 

Trudno przewidzieć, czy kontrowersje związane z true crime z czasem doprowadzą do zmniejszenia się ilości nowych treści tego typu. W końcu czy przeciętny odbiorca takich filmów, podcastów lub seriali naprawdę zastanawia się głęboko nad moralnym aspektem zaznajamiania się z nimi? Czy może traktuje je jako jeszcze jedną formę rozrywki?

Na przestrzeni ostatnich lat liczba kontrowersji związanych z gatunkiem true crime wyraźnie wzrosła. Mowa przy tym o - mniejszych lub większych - skandalach wybuchających nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Nic dziwnego, w końcu im więcej powstaje np. podcastów, tym częściej dochodzi do potknięć ich autorów. To truizm, ale - w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a jak głosi popularne powiedzenie, nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. 

Problem w tym, że true crime to szczególnie "wrażliwy" gatunek. Problemy pojawiają się nawet w przypadkach, kiedy dany twórca usiłuje postawić się w roli pośrednika, a nie np. dziennikarza śledczego, dzielącego się swoimi podejrzeniami lub teoriami. Dawanie platformy różnej maści ekspertom także niesie za sobą dużą dozę odpowiedzialności, szczególnie jeśli możemy pochwalić się sporymi zasięgami. 

Redakcja poleca

Jaka przyszłość czeka true crime?

Wyobraźmy sobie, że np. jesteśmy youtuberem z popularnym kanałem. Przygotowujemy materiał true crime, jednak powstrzymujemy się od wyrażania własnych opinii lub teorii w obawie, że skrzywdzimy rodzinę. Zapraszamy więc do udziału w naszym filmie osoby, które uważamy za najbardziej rzetelnych kandydatów do takiego przedsięwzięcia. Na przykład - autora książki o danej sprawie kryminalnej. 

Niestety, nawet w podobnych przypadkach nie możemy być do końca spokojni. Dobitnie przekonała się o tym choćby Monika Sławecka, twórczyni popularnego podcastu audiowizualnego "Pętla Zbrodni". Jeden z odcinków "Pętli..." dotyczył niesławnej zbrodni w butiku Ultimo

W skrócie: w grudniu 1997 roku w Warszawie doszło do napadu, w wyniku którego zginął Daniel Jaźwiński, podczas gdy jego żona Anna Jaźwińska została ciężko ranna. Sąd za winną dokonania zbrodni uznał Beatę Pasik. Ostatecznie spędziła ona w więzieniu 18 lat. Ona sama konsekwentnie zaprzeczała, żeby miała coś wspólnego ze sprawą. 

W niewinność Beaty Pasik głęboko wierzy między innymi Grzegorz Głuszak. Ten znany dziennikarz specjalizuje się właśnie w zagadnieniach dotyczących przestępczości zorganizowanej oraz meandrów polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Głuszak swoje ustalenia i przemyślenia odnośnie do sprawy Ultimo zawarł w książce "Nie przyznam się, nie ja zabiłam. Beata Pasik i zbrodnia w butiku Ultimo". Monika Sławecka zaprosiła do "Pętli Zbrodni" zarówno samego Głuszaka, jak i Pasik.

Niestety, mimo że pozornie obrała "bezpieczną" strategię, po prostu dając platformę oraz zadając pytania, spadła na nią wielka krytyka. W dodatku wiele z komentarzy przekroczyło granice konstruktywnej krytyki. 

"Już od jakiegoś czasu mam poczucie, że prowadząca wykazuje bezczelną, wręcz szkodliwą, »pewność siebie«. Ale może to tylko ja..."; Dawno nie widziałem takiego antydziennikarstwa. Zmusiłem się żeby dokończyć - kabaret, jak u cioci na imieninach"; "Tragedia. Sądziłam że bezstronność bedzie na pierwszym miejscu. Oj straciła Pani w moich oczach"; "Ten wywiad to coś strasznego. Pani prowadząca nie jest obrońcą, a tak stronniczo podeszła do tematu. [...] Dno i 100 metrów mułu" - można przeczytać komentarze pod rozmową, którą linkujemy poniżej. 

Oglądaj

Nie będę oceniać, czy rzeczywiście Monika Sławecka zachowywała się nie do końca obiektywnie. Tę kwestię pozostawię odbiorcom podcastu, o ile oczywiście wyrażą ewentualną krytykę w kulturalny oraz konstruktywny sposób. Jednak chciałam pokazać na tym przykładzie, jak trudne jest tworzenie treści true crime, jak cienka jest granica, po której pojawiają się oskarżenia o utratę obiektywizmu. 

Odpowiadając więc na pytanie zadane na początku akapitu - jaka przyszłość czeka true crime? Osobiście nie wierzę, że ludzkość kiedykolwiek znudzi się treściami true crime. Podejrzewam jedynie, że z czasem "hype" na podcasty, seriale i inne produkcje dokumentalne obniży się.

Część osób zwyczajnie się znudzi, inne - zrażą się do danego twórcy po pierwszej, drugiej lub trzeciej większej wpadce wizerunkowej. Najważniejsze, aby zachowywać czujność: wspierajmy rzetelnych autorów, wskazujmy - byle zachowując zasady dobrego wychowania - które zagadnienia budzą nasze wątpliwości, a także nie wahajmy się "odpuszczać" sobie produkcji osób, bazujących wyłącznie na taniej sensacji.