advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Nawet Ian Gillan nie dał rady! Gitarowy Rekord Świata wciąż w rękach Polski

5 min. czytania
23.04.2026 10:46
Zareaguj Reakcja

Od spontanicznego spotkania kilkuset gitarzystów do jednego z najbardziej rozpoznawalnych muzycznych wydarzeń na świecie – Gitarowy Rekord Świata we Wrocławiu to dziś symbol wspólnego grania bez granic i dowód na to, że pasja potrafi połączyć tysiące ludzi z różnych zakątków globu. O fenomenie imprezy w Rock Radiu mówił jej pomysłodawca - Leszek Cichoński.

Leszek Cichoński w Rock Radiu
Leszek Cichoński w Rock Radiu
fot. Rock Radio
  • Pomysł Leszka Cichońskiego narodził się ponad 20 lat temu na wrocławskim rynku.
  • Wydarzenie urosło do rangi międzynarodowego fenomenu i od 2009 roku pozostaje bezkonkurencyjne.
  • Co roku do Wrocławia przyjeżdżają gitarzyści z całego świata, a rekord to dziś nie tylko liczby, lecz także wyjątkowa atmosfera wspólnoty i udział gwiazd, takich jak Neil Zaza czy Al Anderson.

Są takie wydarzenia, które zaczynają się niemal niewinnie, by z czasem urosnąć do rangi globalnego fenomenu. Dokładnie tak było w przypadku Gitarowego Rekordu Świata – inicjatywy, która dziś przyciąga tysiące muzyków, ale na początku była po prostu spontanicznym spotkaniem pasjonatów.

Posłuchaj rozmowy: 

Niezły Gość
Niezły Gość w Rock Radiu: Leszek Cichoński
play play
replay
forward
volume volume
0:00

Leszek Cichoński, gitarzysta i wokalista blues-rockowy, ale przede wszystkim pomysłodawca Gitarowego Rekordu Świata, był Niezłym Gościem Kuby Kalety w Rock Radiu. Opowiedział, że wszystko zaczęło się na wrocławskim rynku ponad dwie dekady temu i już wtedy było w tym coś absolutnie wyjątkowego.

Tak się składa, że te 24 lata temu po raz pierwszy skrzyknąłem na rynku wrocławskim 588 gitarzystów. Zagraliśmy razem "Hey Joe", ale zagraliśmy też spontanicznie "Wild Thing" i "Little Wing". Od początku było w tym coś takiego, że ludzie chcieli po prostu grać razem, bez wielkiego planu, bez ciśnienia, tylko dla samej radości muzyki. To było zupełnie nowe doświadczenie – stanąć obok setek osób i poczuć, że wszyscy gramy jednym rytmem - zaczął.

Dziś ta idea wspólnego grania przerodziła się w wydarzenie o międzynarodowej renomie. Co więcej, jak podkreśla, nie jest to już tylko rekord Guinnessa, ale pełnoprawny rekord świata – symboliczny dowód na to, że muzyka potrafi przekraczać wszelkie granice. Wrocław stał się miejscem "pielgrzymek" gitarzystów, a samo wydarzenie wizytówką miasta, które konsekwentnie buduje swój wizerunek jako europejskiej stolicy muzyki.

Oglądaj

Gitarowy Rekord Świata. To coś więcej niż liczby

Choć liczby robią ogromne wrażenie, sam Cichoński nie ma wątpliwości, że za sukcesem Gitarowego Rekordu Świata stoi znacznie więcej niż tylko frekwencja. To kombinacja emocji, atmosfery i bardzo przyziemnych czynników, takich jak pogoda czy dobór gwiazd.

Istotnym czynnikiem jest pogoda. Ważnym czynnikiem jest też to, kto jest taką główną gwiazdą, bo to z reguły przyciąga też fanów. I też wydaje mi się, że ta impreza się naturalnie rozrasta przez właśnie osoby, które przyjechały, zagrały, poczuły coś zupełnie nowego - bo to jest zupełnie nowe doświadczenie, takie granie razem - i dzielą się tym swoim przeżyciem z innymi. Dzięki temu przyjeżdża tych osób coraz więcej - zauważył gość Rock Radia.
Redakcja poleca

Warto dodać, że od 2009 roku Wrocław pozostaje niepokonany, mimo prób podejmowanych przez bardzo znanych artystów i duże ośrodki muzyczne. Jedną z nich był projekt firmowany przez Iana Gillana, który – mimo ogromnej promocji – nie był w stanie dorównać polskiemu rekordowi.

Od ponad 15 lat nikt nas nie może pobić na świecie mimo starań, bo w jakieś sześć czy siedem lat temu Ian Gillan zorganizował w Anglii taki duży rekord, przy dużej promocji, sponsorach i wiadomo – Ian Gillan, no to powinno być mega. Było pięknie, motywem przewodnim były dziewczyny z gitarami, natomiast zebrał około 3600 gitarzystów i gitarzystek w sumie. Więc to nie jest takie proste zebrać razem 8122 nawiedzone osoby, które chcą po prostu grać, cieszyć się muzyką i przeżywać coś tak wyjątkowego - przyznał Leszek Cichoński.

Gitarzyści z całego świata – i to dosłownie

Choć mogłoby się wydawać, że Gitarowy Rekord Świata ma głównie lokalny charakter, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Do Wrocławia co roku zjeżdżają uczestnicy z różnych kontynentów, często planując swoje podróże specjalnie pod tę jedną datę.

Parę lat z rzędu słyszałem, że z Kanady przylatują do Europy specjalnie ludzie w tym okresie, żeby pozwiedzać Europę, ale żeby 1 maja być we Wrocławiu. Tak więc mamy czasami Chińczyków, Wietnamczyków, no Europa oczywiście. Sądzę, że nawet setki Niemców są, bo to słychać w tym tłumie. Zwłaszcza po zeszłym roku, kiedy telewizja berlińska zrobiła reportaż i odzew był po prostu niesamowity właśnie ze strony niemieckiej - zdradził "Niezły Gość".

Ten międzynarodowy charakter sprawia, że wydarzenie zyskuje nie tylko na prestiżu, ale też na wyjątkowej atmosferze. To już nie tylko koncert – to globalne spotkanie ludzi, których łączy jedna pasja.

Tu 1 maja 2026 roku zobaczysz transmisję z kolejnej próby bicia rekordu:

Oglądaj

Gwiazdy, które podkręcą atmosferę

Nie da się ukryć, że ogromną rolę w sukcesie Gitarowego Rekordu Świata odgrywają zaproszeni artyści. W 2026 roku na scenie pojawią się zarówno światowe nazwiska, jak i czołówka polskiego rocka. Jednym z najgłośniejszych gości będzie Neil Zaza – ceniony wirtuoz, który współpracował z takimi legendami jak Joe Satriani czy Steve Vai.

Nil Zazza będzie już po raz trzeci na rekordzie i ja miałem przyjemność jakieś 12 lat temu grać z nim trasę w Polsce. Także się znamy, przyjaźnimy od dawna. Bardzo się cieszę, że Nil dołączy do nas. Zagramy z nim, jeszcze z nim nie ustaliłem, co, natomiast będzie grał pełny koncert na scenie pod Pręgierzem, także można jego koncert w całości zobaczyć - zapowiedział Leszek Cichoński.
Redakcja poleca

Nie mniej emocji budzi powrót Ala Andersona, który – jak się okazuje – zakochał się w wydarzeniu od pierwszego wejrzenia.

Najbardziej mnie cieszy, jak do tej pory, udział Ala Andersona, gitarzysty Boba Marleya, który był z nami w zeszłym roku i po prostu impreza zrobiła na nim takie wrażenie, ten pomruk gitar akustycznych na rynku w "Hey Joe", za który mi dziękował później wielokrotnie, że zdecydował się przyjechać jeszcze raz. Także zagramy z Alem Andersonem i Chetem Samuelsm z The Original Wailers. Zagramy "One Love" i myślę, że to będzie kolejny przebój festiwalu - dodał.

Polski rock w wielkim stylu

Organizatorzy nie zapomnieli także o rodzimych klasykach. W programie znajdzie się blok poświęcony polskiemu rockowi, a na scenie pojawią się muzycy związani z legendarnymi zespołami, takimi jak Perfect czy Ira.

Zagramy razem z muzykami z Perfectu, z Darkiem Kozakiewiczem, Jackiem Krzaklewskim i Łukaszem Drapałą, utwór "Chcemy być sobą". I to jest jednocześnie taki skład, który ja nazwałem rok temu "Guitar Jedi's", czyli gitarowi Jedi'e. Dołączą do nas jeszcze Jurek Styczyński i Marek Raduli na scenie, tak więc będzie naprawdę poważna ekipa. Drugą kapelą, której utwory zagramy, będzie Ira. Zagra z nami Piotrek Łukaszewski i Kuba Płucisz, i to będzie utwór "Nadzieja". Bardzo, bardzo ważny, myślę, dla wielu osób, przebój grupy - podsumował gość Rock Radia.

Gitarowy Rekord Świata to dziś coś znacznie więcej niż wydarzenie muzyczne. To emocje, wspólnota i historia, która wciąż się pisze. A wszystko wskazuje na to, że 1 maja 2026 roku Wrocław znów zagra najgłośniejszy akord w Europie.

Oglądaj

Źródło: RockRadio.pl