Serial, który zmienił wszystko. "Dla mnie sprawa była zamknięta"
Premiera książki "Zmora. Czarna toń" ujawniła nowe oblicze literackiego świata Roberta Małeckiego. Autor nie tylko wraca do kryminalnego uniwersum, lecz także odsłania kulisy powstawania książki, jej serialowych powiązań i własnych wyborów twórczych. Jego komentarze mocno pokazują, jak wygląda praca nad współczesnym dramatem kryminalnym.
- Robert Małecki był gościem Kuby Kalety w audycji "Niezły Gość".
- Autor ujawnił szczegóły pracy nad drugą częścią "Zmory".
- Zdradził też, jak wygląda zderzenie literatury z serialem.
Spotkanie z Robertem Małeckim w audycji "Niezły Gość" Rock Radia szybko zamieniło się w żywą dyskusję o literaturze, serialach i tworzeniu bohaterów. Autor tłumaczył Kubie Kalecie, dlaczego nowy tom serii powstał dopiero teraz i jak wyglądała presja, związana z planowaną adaptacją telewizyjną. Jednocześnie poruszał tematy ważne dla całego gatunku: realizm pracy policji, etyczne podejście do zaginięć i to, w jaki sposób osobiste doświadczenia kształtują jego najnowszą powieść.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Kartkówka z wiedzy ogólnej. Jeśli byłeś prymusem, mniej niż 70 proc. to wstyd!
"Zmora". Autor tłumaczy decyzję i serialowe wpływy
Druga część "Zmory" nie była planowana. Robert Małecki przyznaje to wprost. Stwierdził, że historia Kamy Kosowskiej była dla niego zamknięta, a dalszy ciąg nie istniał nawet w sferze luźnych pomysłów. Dopiero serialowy kontekst sprawił, że zaczął myśleć o powrocie do tego świata. Podkreślił wtedy, jakie są konsekwencje zderzenia świata literackiego z serialem.
Traktując to uczciwie, nie miałem pomysłu. W ogóle nie miałem w planach napisania kolejnej "Zmory". Ta pierwsza, z 2021 roku, dotyczy Kamy Kosowskiej i tam sprawa jest zamknięta – przyznał Robert Małecki w audycji "Niezły Gość".
W rozmowie opowiada, że producenci poprosili go o materiał pod ewentualny drugi sezon. Autor potraktował to jako literackie wyzwanie, dzięki czemu "Zmora. Czarna toń" nabrała nowego kierunku. Tym razem centrum opowieści stał się komisarz Lesław Korcz, czyli bohater, którego przeszłość i motywacje domagały się większej przestrzeni.
W rozmowie z Kubą Kaletą autor zaznacza, że takie przesunięcie akcentów było naturalnym krokiem. Uznał, że dwubiegunowa konstrukcja serii wymaga, by kolejna część pociągnęła historię drugiego z bohaterów. To zabieg, który otwiera opowieść na jeszcze większą wielowymiarowość.
Wielowątkowość i prawda o pracy policji
W "Zmorze. Czarna toń" pojawiają się dwa śledztwa prowadzone równolegle, co nadaje fabule tempo i naturalność. Robert Małecki podkreśla, że wielowątkowość miała oddać rytm prawdziwej policyjnej pracy, w której sprawy rzadko biegną pojedynczo. Taka konstrukcja pozwala lepiej zrozumieć, jak wygląda codzienność funkcjonariuszy.
Autor od lat konsekwentnie pokazuje, że kryminał nie musi opierać się na pościgach czy widowiskowych zwrotach akcji. W jego książkach przełomem jest czasem jedna notatka, drobny dokument albo czyjaś pominięta uwaga. Taki rodzaj realizmu stał się jednym z głównych wyróżników jego prozy.
Jeśli mam pisać realistyczny kryminał, no to pokażcie mi policjantów, którzy biegają po mieście i strzelają do złoczyńców. To tak się nie odbywa najczęściej. Staram się takim klimatem próbować opowiadać moje historie, klimatem ich pracy – precyzował w rozmowie z Kubą Kaletą.
Tak autor łączy fikcję z prawdziwymi historiami
"Zmora. Czarna toń" jest mocno osadzona w świecie znanym z wcześniejszej twórczości Roberta Małeckiego. Powracają postacie poboczne, detektywi, biegli i policjanci. W ten sposób powstaje spójne uniwersum bohaterów. W książce pojawiają się także realne miejsca, prawdziwi dziennikarze, lokalne wydarzenia i nawiązania do głośnych spraw zaginięć.
Autor wykorzystuje prawdziwe historie z ogromną ostrożnością. Podkreśla, że inspiracje tego typu wymagają odpowiedzialności i szacunku dla osób, których dotyczą. Dzięki temu fikcja i realność przenikają się w sposób, który wzmacnia autentyczność opowieści, nie próbując epatować sensacją.
Bardzo lubię takie momenty, kiedy w książkach jest opisywane jakieś prawdziwe miejsce. Uważam, że to bardzo fajnie buduje po pierwsze klimat opowieści, po drugie może zachęcić czytelnika do odwiedzenia tego miejsca, a po trzecie, lubię dowiadywać się nowych rzeczy, czytając książki. Również takie książki, które pozornie mają służyć tylko i wyłącznie rozrywce. Dobrą literaturę można poznać po tym, że przemyca coś jeszcze poza intrygą kryminalną – słyszymy w audycji "Niezły Gość".
W książce obecne są również muzyczne smaczki i popkulturowe nawiązania, które nadają opowieści lekkości. To elementy, które budują klimat i pozwalają czytelnikom łatwiej wejść w świat bohaterów. Dzięki nim literatura Małeckiego staje się rozpoznawalna nie tylko stylem, ale i atmosferą.