advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Szokujące wyznanie Artura Barcisia. Nawet "Znachor" go nie rusza

4 min. czytania
27.04.2026 13:09
Zareaguj Reakcja

W audycji "Niezły gość" w Rock Radiu Artur Barciś odsłonił mniej znane oblicze - z dystansem mówił o własnych rolach, zdradził kulisy pracy aktora i opowiedział o teatrze, który jednocześnie bawi i dotyka najczulszych punktów rzeczywistości. Posłuchaj podcastu.

Artur Barciś w Rock Radiu
Artur Barciś w Rock Radiu
fot. Rock Radio
  • Artur Barciś unika oglądania siebie na ekranie - nawet kultowego "Znachora", w którym wystąpił dwukrotnie.
  • Podkreśla, że dobra historia potrafi "wyłączyć" zawodową analizę.
  • W spektaklu "Porwanie" łączy komedię z ostrą satyrą na władzę, a jako reżyser pilnuje, by każde przedstawienie zachowało premierową jakość.

W najnowszym odcinku audycji "Niezły gość" na antenie Rock Radia gościem Mariusza Stelmaszyka był jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych aktorów w Polsce - Artur Barciś. Artysta, który od lat zachwyca zarówno na ekranie, jak i na deskach teatru, dał się poznać z bardzo osobistej, momentami zaskakującej strony.

Posłuchaj rozmowy:

Niezły Gość
Niezły Gość w Rock Radiu: Artur Barciś
play play
replay
forward
volume volume
0:00

W rozmowie nie zabrakło wątków rozrywkowych, refleksji o własnej pracy oraz szczerych słów o kulisach zawodu aktora. A wszystko to w atmosferze lekkiej, choć niepozbawionej głębi rozmowy, która - jak się okazuje - potrafi zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów.

Artur Barciś nie jest fanem "Znachora"

Jak większość Polaków pewnie pamięta, Artur Barciś grał w "Znachorze". Ale nie wszyscy wiedzą, że wystąpił w aż dwóch jego wersjach. W kultowym filmie z 1981 roku w reżyserii Jerzego Hoffmana wcielił się w rolę Wasylka, syna młynarza Prokopa, a w nowej ekranizacji "Znachora" z 2023 roku zagrał epizodyczną rolę kamerdynera. Czy oglądał tę kultową produkcję?

Nie. Bo co przyjdę do jakiegokolwiek domu, jest ten "Znachor". Ja generalnie nie bardzo lubię oglądać samego siebie na ekranie, zawsze widzę jakieś błędy, zawsze widzę, że coś mógłbym poprawić, lepiej zagrać, więc wolę nie oglądać. "Znachora" z 1981 roku widziałem, no nie wiem, tak pięć razy może w ciągu tego mojego życia - przyznał szczerze.
Redakcja poleca

Choć dla widzów kultowe produkcje są często elementem rodzinnych rytuałów - szczególnie w okresie świątecznym - sam aktor podchodzi do nich z dużym dystansem. Co ciekawe obserwuje emocje, które wywołują produkcje z jego udziałem, niejako z boku – jako uczestnik projektu, ale też jako świadek jego wpływu na odbiorców.

Czasem moja żona ogląda i też się dziwię – przychodzę, patrzę, ona płacze. Mówię: "Co się stało?". "Znachora" ogląda. Tak, jest ten moment kulminacyjny. A teraz jest jeszcze przecież szansa dwukrotnie większa, tak? Kiedy pojawiła się nowa wersja - zauważył.

Aktor kontra widz – kto wygrywa?

W dalszej części rozmowy pojawił się temat odbioru filmów i seriali przez osoby z branży. Czy aktor potrafi jeszcze oglądać produkcje "normalnie", bez rozkładania ich na czynniki pierwsze? Artur Barciś odpowiedział na to pytanie ze swojej perspektywy.

Jeżeli jest dobra historia, to przestaję analizować. I z reguły raczej nie analizuję. Czasem zdarza mi się, że oglądam jakiś polski film i wtedy mówię: "Aha, to można było lepiej zagrać" - jakąś scenę czy fragment roli. Ale z reguły po prostu wchodzę w akcję - przyznał w Rock Radiu.

Kluczowa pozostaje historia - jeśli jest wystarczająco dobra, nawet profesjonalista potrafi się w niej zatracić. To przypomnienie, że w centrum kina i teatru wciąż stoi opowieść, a na technikę można czasem przymknąć oko.

Redakcja poleca

"Porwanie". Teatr, który boli i śmieszy jednocześnie

Nie mogło zabraknąć rozmowy o teatrze - przestrzeni, która dla Artura Barcisia pozostaje szczególnie ważna. Jednym z jego "dzieci", jak trafnie zauważył prowadzący, jest spektakl "Porwanie".

Chociaż sztuka jest hiszpańska, to tak ją zaadaptowałem, że wszystko się dzieje w Polsce i bardzo to jest aktualne. To taka satyra na mechanizm władzy. To obserwujemy nie tylko w Polsce zresztą. Widocznie władza wszędzie jest tak samo zdemoralizowana - zauważył.

Adaptowanie zagranicznych tekstów do polskich realiów to sztuka sama w sobie - wymaga nie tylko znajomości kontekstu, ale też wyczucia społecznych nastrojów. "Porwanie" wpisuje się w nurt teatru zaangażowanego, który, pod płaszczykiem komedii, stawia bardzo poważne pytania o system, władzę i zwykłego człowieka w starciu z machiną państwa.

To jest historia takiej rodziny, która została pozbawiona środków do życia, ponieważ bazar, na którym mieli sklepik z rybami, został przejęty przez dewelopera i oni zostali wyrzuceni na bruk. I z desperacji jeden z nich postanawia porwać syna ministra, który jest za to odpowiedzialny... Cała komediowość wynika z tego, że oni są kompletnymi amatorami. Oni nie wiedzą, co dalej z tym zrobić - zaczął, ale od razu ugryzł się w język, by nie zdradzić za dużo.
Redakcja poleca

Reżyser bez taryfy ulgowej

Artur Barciś w rozmowie nie ukrywa, że jako reżyser wspomnianego spektaklu bywa wymagający – również wobec samego siebie. I trudno się dziwić, skoro teatr to przestrzeń, w której każde potknięcie widać natychmiast.

Myślę, że jestem dosyć srogi. Zawsze zależy mi na jakości. Nawet jeżeli przedstawienie grane jest wiele razy, ważne jest, żeby ono nie schodziło z poziomu. Aktorzy się nudzą po 500 przedstawieniu, chcieliby zagrać coś inaczej, a tu nie można inaczej, bo to jest tak, jak powinno być. Jak będzie inaczej, będzie gorzej. Mam świadomość, że na widowni siedzą inni ludzie. Ludzie, którzy nie widzieli tej sztuki i chcą ją przeżyć tak, jakby to była premiera- podkreślił wyraźnie.

W spektaklu występują m.in. Barbara Kurdej-Szatan, Artur Barciś, Damian Kulec, Antoni Pawlicki, Marcin Perchuć czy Michał Meyer. Najbliższe spektakle 22 maja w Poznaniu, 23 maja w Szczecinie, 6 czerwca w Bydgoszczy, 7 czerwca we Wrocławiu.

Źródło: RockRadio.pl, wydzialprodukcji.pl