W gimnazjum chodziła w czerwonych spodniach i słuchała Dżemu. Później wskoczyła w glany i podarte, bordowe rajstopy, przefarbowała się na czarno, a na słuchawkach miała Avenged Sevenfold. W końcu wydziarała sobie oko opatrzności, kupiła pieszczochy z kolcami i wzdychała wieczorami do Josha Homme. Dziś pół dnia siedzi w koszuli, ale wciąż ma w sobie gorącą krew. Czego żałuje? Że nigdy nie była na koncercie SOADu.