Ta historia wydarzyła się naprawdę. "Na chłopcach robiono eksperymenty"
W najnowszym odcinku audycji "Niezły gość" w Rock Radiu Przemek Kowalewski opowiadał o kulisach powstawania swojej nowej powieści "Kurort" – mrocznej historii osadzonej w realiach szczecińskiej psychiatrii lat 70. Autor zdradził, jak prawdziwe wydarzenia z PRL stały się inspiracją do stworzenia fikcyjnego, ale niezwykle autentycznego świata porucznika Ugne Galanta.
- "Kurort" to piąty tom serii o poruczniku Galancie.
- Inspiracją do napisania książki były dramatyczne wydarzenia w szpitalu psychiatrycznym w Krychnowicach.
- Przemek Kowalewski podkreśla, że łączenie faktów z fikcją to dla niego sposób na nadanie historii wiarygodności i emocjonalnej głębi.
W najnowszej odsłonie audycji "Niezły gość" w Rock Radiu gościem Kuby Kalety był Przemek Kowalewski, autor książek, w tym najnowszej powieści "Kurort", która ukazała się 24 września. To już piąty tom cyklu o poruczniku Ugne Galancie, a jego akcja rozgrywa się zimą, od grudnia 1976 do lutego 1977 roku, w realiach szczecińskiej psychiatrii i trudnych czasach PRL.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Rockowi giganci lat 80. Tylko ekspert zgadnie 18/21!
Porucznik Galant po latach alkoholowych eskapad postanawia wziąć życie w swoje ręce i zgłasza się na terapię do Szczecińskiego Zakładu Psychiatrycznego. Placówka zajmuje się także leczeniem młodzieży z zaburzeniami psychicznymi, a kieruje nią profesor Bernard Szafir, który prowadzi szeroko zakrojone badania naukowe. Galant odkrywa, że ordynator nie tylko łamie przysięgę Hipokratesa, ale także nadużywa swojej władzy wobec pacjentów. Wkrótce on sam staje się całkowicie zależny od personelu placówki.
Historia Krychnowic i inspiracja do "Kurortu"
Inspiracją dla Przemka Kowalewskiego do napisania książki były prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce w latach 1971–1974 w Wojewódzkim Zespole Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej w Krychnowicach – wówczas niewielkiej wsi pod Radomiem, dziś włączonej w granice miasta. Kowalewski przyznaje, że informacje o tym miejscu są trudne do zdobycia.
Mamy kilka artykułów, wspomnień i forum pacjentów, którzy wymieniali się swoimi doświadczeniami. Szpital nie dysponuje dokumentacją z tego okresu, więc trzeba było szukać wszędzie tam, gdzie coś się zachowało - mówi.
Autor podkreśla też, że praca z takimi źródłami była fascynująca, ale też wymagająca.
To jest fajna zabawa za każdym razem, gdy zagrzebuję się w źródłach, które formalnie są niedostępne. Chodzi choćby o forum pacjentów byłego szpitala psychiatrycznego, głównie chłopców, na których robiono różne eksperymenty. Czytanie ich wspomnień było niesamowitym doświadczeniem i znalazło się nawet w mojej bibliografii. Poza tym korzystałem z artykułu Jarosława Dubiela [polski publicysta, działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL - przyp. red.], który badał sprawę w czasie pierwszej "Solidarności", oraz skromnych materiałów, opisujących metody badawcze - przyznaje.
Dzięki tym źródłom powieść zyskuje autentyczność i szczegółowe tło historyczne, które w naturalny sposób wplata się w fabułę kryminalną.
Wiarygodność vs. fikcja literacka
Przemek Kowalewski często podkreśla, że balansowanie między faktami a fikcją jest trudne, ale daje powieściom dodatkową głębię. I zdecydowanie nie jest drogą na skróty ani próbą ułatwienia sobie pracy. Wręcz przeciwnie.
Dużo łatwiej się pisze historie wymyślone od początku do końca, bo nie trzeba grzebać w archiwach ani w zeznaniach świadków. Poruszanie się po prawdziwych wydarzeniach jest ryzykowne – świadkowie wciąż żyją i mogą skorygować fakty. Z drugiej strony pozwala to nadać moim powieściom realizm – opisuję prawdziwe miejsca, emocje ludzi, dzięki czemu historie wymyślone w mojej głowie stają się bardziej wiarygodne dla czytelnika - zaznacza autor.
Takie podejście sprawia, że nawet najbardziej wymyślone elementy historii – dramaty bohaterów, napięcie kryminalne czy intrygi – mają oparcie w rzeczywistości. Kowalewski lubi w swoich książkach odtwarzać szczegóły, realia codziennego życia, atmosferę miasta i obyczaje epoki, co daje czytelnikom poczucie pełnego zanurzenia w historii.
Cykl o Ugne Galancie – podróż przez polski true crime
"Kurort" jest kolejnym etapem wielowątkowego cyklu Przemka Kowalewskiego. Każda z poprzednich części łączy literacką fikcję z autentycznymi wydarzeniami. "Kozioł", pierwsza część, inspirowana była historią Józefa Cyppka, rzeźnika z Niebuszewa w latach 50. "Szóstka", druga część, nawiązuje do katastrofy tramwajowej w Szczecinie w 1958 roku. "Sierociniec", część trzecia, opisuje proceder sprzedaży sierot z domów dziecka na Zachód w połowie lat 70.
Jedynie część czwarta, "Latawiec", nie jest oparta na żadnym prawdziwym wydarzeniu z przeszłości.
W "Latawcu" pisało mi się bardzo dobrze, bo mogłem wymyślać wszystko od podstaw, bez konieczności sprawdzania archiwów. Ale wtedy tracisz coś, co w mojej twórczości jest kluczowe – autentyczność. Opisując prawdziwe wydarzenia i ludzi, którzy w nich uczestniczyli, mogę sprawić, że czytelnik uwierzy także w historie całkowicie fikcyjne - przyznał.
Posłuchaj całej rozmowy:
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RockRadio.pl!