Hit lat 90. wyciągnął ich z dołka. Teledysk wywołał oburzenie
Po wydaniu pierwszego singla z krążka "The Real Thing" mało kto wierzył, że Faith No More zdołają odnieść z nim jakikolwiek sukces. Gdy wytwórnia chciała już rezygnować ze współpracy z zespołem, stało się jednak coś niespodziewanego. Jeden utwór sprawił, że album pokrył się ostatecznie platyną. Nie obyło się mimo to bez kontrowersji.
- Pod koniec lat 80. członkowie Faith No More podzielili się z fanami swoim trzecim albumem.
- To z tego krążka pochodzi piosenka "Epic", która uchroniła skład przed zerwaniem kontraktu z wytwórnią.
- Teledysk do hitu wywołał nie lada kontrowersje. Wystarczyła jedna scena.
Przełom lat 80. i 90. był dla członków Faith No More wyjątkowo wymagającym czasem. Zespół pracował wówczas nad nową, trzecią w swojej dyskografii płytą. Była ona równocześnie pierwszym albumem muzyków, nagranym z nowym wokalistą, Mikiem Pattonem. Zastąpił on przy mikrofonie Chucka Mosleya.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Rock lat 90. Nie nazywaj się fanem, jeśli nie zdobędziesz 15/20
Na pierwszy singiel, promujący "The Real Thing" – bo właśnie taki tytuł otrzymał krążek – wybrano piosenkę "From Out of Nowhere". Jej premiera przeszła jednak niemal bez echa, wobec czego wytwórnia współpracująca z Faith No More zaczynała wątpić w to, że nowe wydawnictwo grupy osiągnie dobre wyniki sprzedażowe. Inicjatywę przejęli wówczas sami muzycy. Wkrótce później ich los się odmienił – a wszystko to dzięki jednej piosence.
Hit lat 90. przyniósł im szczęście. O tym był tekst
Drugim singlem z "The Real Thing" został utwór "Epic". Jego szkic powstał jeszcze zanim do Faith No More dołączył nowy wokalista. Gdy Mike Patton zasilił już skład, powierzono mu zadanie dopisania do wymyślonej wcześniej melodii piosenki tekstu. Szczęśliwie piosenkarz uporał się z tym bez większych trudności.
To, o czym tak naprawdę opowiadają słowa hitu, długo pozostawało w sferze domysłów. Wokalista rozwiał jednak wszelkie wątpliwości na ten temat w wywiadzie, udzielonym w 1990 roku magazynowi "Circus". Na jego łamach wyjawił, że śpiewał o nienasyconym pragnieniu i frustracji, wynikającej z niespełnionego pragnienia bliskości.
Jako że piosenka spodobała się wszystkim członkom Faith No More, to ją wybrano na kolejny singiel. Wytwórnia nie wyrażała nią jednak większego zainteresowania.
Powiedzieli nam: "Hej, album się nie udał. Zrobimy jeszcze jeden teledysk do dowolnej piosenki, którą chcecie". Wybraliśmy więc "Epic", bo w tamtym momencie wydawało nam się to najbardziej naturalne. Nie spodziewaliśmy się, że kawałek stanie się komercyjnym hitem – powiedział w rozmowie z serwisem Songfacts Billy Gould, basista Faith No More.
Klip nie wszystkim się spodobał
Dokonany przez muzyków wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Piosenka "Epic" szybko stała się wielkim przebojem i przełożyła się na wzrost sprzedaży albumu. Bez wątpienia pomógł w tym nakręcony do niej teledysk, na okrągło puszczany na antenie MTV. Wideo wywołało jednak pewne kontrowersje.
W jednej z ostanich scen klipu można zauważyć wijącą się po podłodze rybę. Z jej powodu członkowie Faith No More musieli zmierzyć się z olbrzymią krytyką ze strony obrońców praw zwierząt.
Widzowie byli przekonani, że ryba udusiła się na planie dla efektu artystycznego. Ralph Ziman, który reżyserował teledysk, po latach wyjawił jednak, że żadne zwierzę nie ucierpiało podczas zdjęć. Na planie użyto kilku ryb, żadna nie była poza wodą dłużej niż kilka sekund, a po zakończeniu nagrań wszystkie miały zostać wypuszczone do rzeki.
Teledysk do hitu Faith No More można obejrzeć poniżej:
Źródło: RockRadio.pl, Songfacts.com, "Circus"