Ten hit lat 70. chciałby aby zagrano na pogrzebie. "Jest niesamowity"
Stephen Pearcy z zespołu Ratt wskazał, który numer chciałby, aby zagrano na jego pogrzebie. Wybrał oczywiście prawdziwą klasykę. Wokalista postawił na niezapomniany hit lat 70. Zdradził także, którego albumu by posłuchał, gdyby wiedział, że przed nim ostatnia noc na Ziemi.
- Stephen Pearcy to wokalista zespołu Ratt.
- Muzyk wskazał utwór, który chciałby, aby zagrano na jego pogrzebie.
- Wybrał też album, którego słuchałby, gdyby miał zaraz skończyć się świat.
Stepehen Pearcy ma już 69 lat i od dekad prezentuje wysokie umiejętności na scenie. Najlepiej jest znany jako wokalista Ratt, choć występował także w innych zespołach. Niedawno wziął udział w sesji pytań i odpowiedzi zorganizowanej przez agencję SRO. Dzięki temu mogliśmy nieco lepiej poznać jego gust muzyczny.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz muzyczny z prawdziwego zdarzenia. Tylko rockowy mocarz zgarnie 20/20
Chciałby, aby na pogrzebie zagrano ten hit lat 70.
Jednym z pytań, jakie usłyszał Stephen Pearcy było to, który kawałek chciałby, aby zagrano na jego pogrzebie. Jak przystało na rasowego rockmana, muzyk wskazał na klasykę. Wybrał niezapomniany hit lat 70. zespołu Judas Priest, piosenkę "Last Rose of Summer" z albumu "Sin After Sin" z 1977 roku. Utwór nie był wydany jako singiel, ale i tak jest dla wielu fanów jednym z najlepszych w dorobku kultowej formacji.
Myślę, że to może być w moim testamencie, ale na pewno będzie to "Last Rose of Summer" Judas Priest z "Sin After Sin". Ten album jest niesamowity. Pamiętam, jak Robbin [Crosby] polecił mi tę płytę w San Diego w latach 70. Powiedział: "Sprawdźcie ten zespół". Pomyślałem sobie: "Jak w ogóle ten gość tak śpiewa?". Budowanie napięcia w utworze jest szalone. Aranżacja jest świetna. To też dobra historia. To jeden z niewielu facetów, którzy śpiewają wyżej niż Robert Plant - mówił Pearcy dla SRO.
To byłby ostatni album, jakiego by posłuchał Stephen Pearcy
Zostając jeszcze w temacie szeroko rozumianego końca, Stephen Pearcy mówił nie tylko o piosence na pogrzeb. Wskazał również album, którego posłuchałby, gdyby dowiedział się, że czego go ostatnia noc na Ziemi. W tym przypadku również zdecydował się postawić na klasykę.
Myślałem o tym. Powiedziałbym "Led Zeppelin III", bo to płyta, która cię uderza, a nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. "Immigrant Song" to pierwsza rzecz, jaką słyszysz. Wszystkie akustyczne utwory są tak oświecające i barwne. Kiedy dostałem "Led Zeppelin III", dopiero zaczynałem naprawdę grać na gitarze. To był dla mnie - jako dziecka - proces uzdrawiania - opowiadał Pearcy dla SRO.