Tak legendy grunge'u przetrwały żałobę. Jego decyzja zmieniła wszystko
Powrót Alice in Chains po śmierci Layne'a Staleya był jedną z najtrudniejszych decyzji w historii rocka. Niespodziewana współpraca z Eltonem Johnem nadała ich działalności zupełnie nowy sens. Spotkanie dwóch legend stało się czymś więcej niż tylko muzycznym gestem.
- Powrót Alice in Chains po śmierci Layne'a Staleya był pełen emocji i trudności.
- Elton John gościnnie wystąpił w utworze, oferując zespołowi wsparcie.
- Nagrania przyniosły cierpienie fizyczne, ale pomogły przejść przez żałobę i zacząć nowy rozdział.
Gdy w 2009 roku ukazał się album "Black Gives Way to Blue", wielu fanów wciąż nie wierzyło, że Alice in Chains wrócą po długiej żałobie i latach ciszy. Projekt powstał z ogromnego bólu po utracie Layne'a Staleya. Jednocześnie był wyrazem wdzięczności za lata, które z nim przeżyli. W centrum całej historii znalazł się tytułowy utwór, który dzięki udziałowi Eltona Johna stał się jednym z najbardziej symbolicznych hołdów w historii rocka.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Quiz. Kult czy Dżem? 50 proc. zgarnie tylko wybitny umysł!
Jeden album odmienił zespół. Alice in Chains wrócili
Tworzenie utworów rozpoczęło się od głębokiego kryzysu Jerry'ego Cantrella. Żal po śmierci Layne'a prowadził go do fizycznych dolegliwości, takich jak migreny i niewytłumaczalny ból. Lekarze nie potrafili wskazać przyczyny, a zespół przez lata nie wiedział, czy powinien kontynuować działalność.
Poczucie zawieszenia towarzyszyło im aż do momentu, w którym Cantrell zaczął pisać nową muzykę i tym samym dotykać emocji, których wcześniej się bał. W chwili, gdy narodziło się "Black Gives Way to Blue", nastąpiła przemiana. Choroba Cantrella zniknęła, jakby muzyka odblokowała emocje, które przez lata próbował stłumić.
Podczas nagrań wszyscy muzycy przeżywali momenty skrajnego wzruszenia, bo piosenka i cały album po raz pierwszy pozwalały im mówić o Layne'ie bez unikania tematu. Surowość tych emocji widzieli pracownicy studia, którzy wspominali, że każde słowo w tym utworze brzmiało jak osobista spowiedź.
Nagrania przyniosły też cierpienie fizyczne innym członkom zespołu. Perkusista Sean Kinney przez trzy tygodnie zmagał się z nawracającą migreną, gdy tylko usłyszał pierwszą wersję utworu. Mimo to każdy z muzyków czuł, że właśnie "Black Gives Way to Blue" jest kluczem do przejścia przez żałobę.
Niezwykłe wsparcie gwiazdy. Elton John zmienił wszystko
Pomysł, by zaprosić Eltona Johna, wydawał się nieosiągalny. Cantrell wiedział jednak, że pierwszy koncert, na którym był Layne Staley, to właśnie występ Eltona Johna. Nadawało to pomysłowi wyjątkowy sens. Dla Cantrella również miało to wymiar osobisty, ponieważ album Eltona Johna był pierwszą płytą, jaką dostał w dzieciństwie.
Cantrell wysłał Eltonowi wiadomość, opisując cały kontekst i znaczenie utworu. Nie spodziewał się odpowiedzi, ale wkrótce zadzwonił telefon, w którym artysta powiedział, że uważa "Black Gives Way to Blue" za piękną piosenkę i chce w niej zagrać. Dla zespołu był to moment całkowitego niedowierzania. Współpraca artystów z różnych światów okazała się nie tylko możliwa, ale też naturalna, bo łączył ich szacunek dla tego, co przeminęło.
Nagranie w Las Vegas stało się jedną z najbardziej symbolicznych chwil w karierze Cantrella. Na fortepianie Eltona Johna leżały jego teksty i nuty, co później wspominał jako coś surrealistycznego. Elton wszedł do studia z opóźnieniem, bo oglądał mecz swojej drużyny. Jego partie nadały utworowi łagodność, która zamknęła historię o Layne'ie z godnością i czułością.
Współpraca z Eltonem Johnem stworzyła jeden z najbardziej emocjonalnych pomników w historii rocka. Dzięki niej zespół mógł przejść przez żałobę i otworzyć nowy rozdział, nie odcinając się od przeszłości. "Black Gives Way to Blue" pokazuje, że muzyka potrafi nie tylko opowiadać historie, ale także pomagać w leczeniu ran, których nie widać na pierwszy rzut oka.