advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Królowali w latach 80. Sława ich przytłoczyła. "Nie chcieliśmy grać na żywo"

3 min. czytania
20.10.2024 21:12
Zareaguj Reakcja
Bez wątpienia Tears for Fears był jednym z największych zespołów lat 80. Jego popularność zaskoczyła nawet samych Curta Smitha i Rolanda Orzabala. Muzycy wyjawili ostatnio, że wcale nie marzyli o koncertowaniu, ale... zostali do niego zmuszeni!
|
|
fot. Polygram Records U.S./Domena Publiczna/swimfinfan/CC-BY-SA-2.0/Wikimedia Commons

Lata 80. w rocku i popie zdecydowanie nie byłyby tym samym bez muzyki Tears for Fears. Brytyjski zespół definiował tamtą dekadę z takimi klasykami jak "Change", "Mad World", "Everybody Wants to Rule the World" czy "Shout".

Założyciele Tears for Fears nie chcieli grać na żywo

Tears for Fears powołali do życia w 1981 r. Curt Smith i Roland Orzabal. Na rynku debiutowali dwa lata później za sprawą płyty "The Hurting". Krążek ten spotkał się z dużym międzynarodowym sukcesem. Jednak jeszcze większy splendor i status jednych z największych światowych gwiazd zapewnił im kolejny album, "Songs from the Big Chair" z 1985 r.

Roland w niedawnym wywiadzie dla "Classic Pop" przyznał, że początkowo wraz ze Smithem wcale nie chcieli występować przed publicznością. Do koncertowania zmusiło ich jednak ogromne zainteresowanie ich muzyką.

Rozpoczęliśmy działalność z absolutnym pragnieniem, aby nigdy nie grać na żywo. W studiu byliśmy tylko Curt i ja, jeden syntezator i automat perkusyjny w studiu nagraniowym – zdradził.

Zobacz także: "Trochę jak w świecie motocyklistów". Piotr Łukaszewski o nowej płycie zespołu Ptaky!

Natomiast Smith dodał, że nie byli przygotowani na taką zmianę planów i podczas światowej trasy z 1985 r. musieli się uczyć na błędach przed milionami osób. To jednak ukształtowało ich charakter.

To nie tak, że żałujesz, ponieważ ostatecznie doprowadziło cię to do miejsca, w którym jesteś. Niestety uczyliśmy się w świetle reflektorów. Gdybyśmy wiedzieli o tym wszystkim wcześniej, prawdopodobnie byłoby to dla nas lepsze pod względem emocjonalnym i psychicznym. Ale tak nie było, więc trzeba wycisnąć z tego, co się da, iść dalej, wyciągać wnioski i nie popełniać tych samych błędów ponownie – tłumaczył.

Ikony lat 80. wracają z nową płytą

W 1990 r. w zespole doszło do rozłamu. Orzabal działał w pojedynkę pod szyldem Tears for Fears przez kolejną dekadę. Potem Smith powrócił do formacji. We dwóch z powodzeniem nagrywają i koncertują do dziś.

Dwa lata temu wydali pierwszą od 2004 r. płytę studyjną, "The Tipping Point". Promowali ją podczas światowej trasy koncertowej. Z tego natomiast zrodziło się "Songs For A Nervous Planet", czyli album koncertowy, który Tears for Fears zaprezentuje już 25 października br.

Na rzeczoną krążku znajduje się 18 znanych fanom grupy piosenek, zarejestrowanych podczas koncertu First Bank Amphitheater w amerykańskim Franklin. Wydawnictwo uzupełniają jeszcze cztery świeże kompozycje. Jedna z nich, "The Girl That I Call Home", trafiła już z teledyskiem do serwisu YouTube.

Warto nadmienić, że płytę "Songs For A Nervous Planet" uzupełni film koncertowy "Tears For Fears Live (A Tipping Point Film)", który będzie można obejrzeć w kinach na całym świecie 24 i 26 października.

Posłuchaj