Tak narodził się punk rock. O żarcie, który stał się hymnem, wciąż krążą legendy
23 kwietnia 1976 roku światło dzienne ujrzał debiutancki album zespołu Ramones, zatytułowany po prostu "Ramones". Krążek, z pozoru skromny, w rzeczywistości zapoczątkował nową erę w muzyce i stał się jednym z fundamentów punk rocka.
- Płyta Ramones powstała błyskawicznie i przy minimalnym budżecie.
- Utwór "Blitzkrieg Bop" otwierający album miał być lekkim koncertowym okrzykiem.
- Z czasem zaczęto dopatrywać się w nim bardziej mrocznych i politycznych znaczeń.
23 kwietnia 1976 roku świat muzyki - choć jeszcze nie do końca świadomy nadchodzącej rewolucji - otrzymał prezent, który z czasem urósł do rangi kultowego manifestu. Tego dnia ukazał się debiutancki album zespołu Ramones, a historia punk rocka zaczęła pisać się na nowo. Dziś, z perspektywy lat, możemy śmiało powiedzieć: to był moment, który zmienił wszystko, choć wtedy wyglądał jak skromny, niepozorny początek.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Ekstremalny quiz dla fanów rocka. Po piątym pytaniu trudno się pozbierać
Ramones. Buntownicy z Queens, którzy nie chcieli być grzeczni
Zanim jednak Ramones weszli do studia, byli po prostu grupą chłopaków z Nowego Jorku, którzy mieli dość muzycznego nadęcia lat 70. Powstali w dzielnicy Queens i od początku stawiali na prostotę, energię i bezkompromisowość. Joey Ramone, Johnny Ramone, Dee Dee Ramone i Tommy Ramone (nie byli ze sobą spokrewnieni, jednogłośnie przyjęli pseudonim Ramone) stworzyli coś, co było przeciwieństwem długich solówek i skomplikowanych aranżacji.
Ich muzyka była szybka, głośna i zaraźliwa. Choć początkowo traktowani byli jak muzyczna ciekawostka, szybko stali się symbolem nowego ruchu - punk rocka, który miał dopiero eksplodować i zmienić historię światowej muzyki.
Album, który kosztował grosze, a zmienił historię
Debiutancki krążek Ramones, nazwany po prostu "Ramones", nagrano w ekspresowym tempie - w zaledwie tydzień, za około 6400 dolarów. Produkcją zajął się Craig Leon, a nagrania odbyły się w Plaza Sound nad słynnym Radio City Music Hall. Choć budżet był skromny, efekt okazał się elektryzujący. Co prawda album nie odniósł natychmiastowego sukcesu komercyjnego, ale z czasem został uznany za jeden z najważniejszych w historii muzyki. To właśnie od niego zaczęła się złota era punku końca lat 70.
Pierwszym utworem na płycie i jednocześnie debiutanckim singlem był "Blitzkrieg Bop" - kawałek, który do dziś wywołuje natychmiastowy przypływ adrenaliny. Co ciekawe, piosenka powstała jako hołd dla fanów i koncertowej energii. Miała być po prostu o "dobrym czasie na koncercie".
Z zabawy w objęcia wojny
Jednak jak to często bywa, interpretacje poszły w zupełnie inną stronę. Niektórzy fani Ramones dopatrywali się w niej odniesień do niemieckiej strategii - słowo "Blitzkrieg" oznacza bowiem wojnę błyskawiczną, a tekst bywa analizowany niemal linijka po linijce: "Hey ho, let's go" jako marsz żołnierzy, "They’re forming in a straight line" jako ustawienie w szeregu... Brzmi poważnie, prawda? A jednak dla samych Ramones to była po prostu energia i zabawa.
Nie chcę psuć tej tajemnicy, ale wtedy naprawdę lubiliśmy muzykę bubblegum... "Blitzkrieg Bop" był naszym "Saturday Night" - tłumaczył Joey Ramone.
Inspiracją był bowiem właśnie utwór "Saturday Night" zespołu Bay City Rollers, z jego charakterystycznym skandowaniem. Ramones chcieli mieć własny okrzyk i tak narodziło się legendarne: "Hey! Ho! Let’s go!".
Dość kontrowersyjna zmiana
Autorem utworu był głównie Tommy Ramone, choć Dee Dee Ramone dorzucił tytuł i jedną z najbardziej kontrowersyjnych linijek. Jak wspominał Tommy: "Zmienił jedno zdanie, z »They're shouting in the back now« na »Shoot 'em in the back now«, co nie ma sensu. Ale dla niego miało". Całkiem możliwe zatem, że wers o strzelaniu w plecy, zamiast krzyczeniu w oddali, spotęgował plotki o ukrytym znaczeniu utworu.
Choć utwór nie był hitem w chwili premiery, szybko stał się hymnem punk rocka i jednym z najbardziej rozpoznawalnych kawałków w historii. Wykorzystywano go w filmach, serialach, reklamach, a nawet na stadionach - między innymi przez New York Yankees, których wielkim fanem był Johnny Ramone. Co więcej, w 2002 roku zespół Green Day wykonał go podczas ceremonii wprowadzenia Ramones do Rock and Roll Hall of Fame.
A co sądzą o tym kawałku fani?
Słyszę w tym coś w rodzaju wielkiego "spadajcie", skierowanego w stronę odpowiedzialnych za horror wojny typu blitzkrieg [...] Zamiast płakać i się chować, zespół tańczy podczas natarcia samolotów i czołgów, i zachęca innych, by ignorowali horror i po prostu tańczyli. Dobra życiowa lekcja - kiedy wszystko cię przytłacza, wstań i tańcz, jakby nic strasznego się nie działo - pisze George Pope z Vancouver.
Dee Dee wychował się w Niemczech, to może mieć znaczenie dla piosenki (choć myślę, że to była po prostu zabawa). "Blitzkrieg" to dziwne/śmieszne słowo, może po prostu im się spodobało - twiedzi Lizz z Trampa.
Ramones byli Żydami, więc to dość ironiczne, że śpiewają o blitzkriegu, co oznacza "wojnę błyskawiczną". Wybrali nazwę, bo piosenka była szybka? Serio? Żydzi śpiewający o nazistach? - zastanawiał się Jeff z Southington.
Oczywiście tutaj nikt nie nauczył się czytać autobiografii Dee Dee Ramone’a. "Lobotomy: Surviving The Ramones" rozwieje i obali wszystkie głupie plotki i historie, które tu widzę. Dla wszystkich niepiśmiennych i leniwych - ułatwię to. Dee Dee wyraźnie stwierdza w swojej autobiografii, że "Blitzkrieg Bop" nie ma nic wspólnego z nazizmem ani socjalizmem - tłumaczy z kolei Anna z Houston.
Dziś "Blitzkrieg Bop" to coś więcej niż piosenka - to symbol epoki, w której trzy akordy i szczerość znaczyły więcej niż perfekcja. I choć wszystko zaczęło się od prostego "Hey! Ho! Let’s go!", efekt tej historii słychać do dziś.
Źródło: RockRadio.pl, SongFacts.com